Obóz tenisowy na Sardynii 2021

No i stało się! Nasz pierwszy obóz tenisowy na Sardynii odbył się! I to z wielką pompą!

Przenoszony 2 razy – najpierw opóźnienie otwarcia hotelu, a później odwołane loty – doszedł do skutku na przełomie maja i czerwca idealnie wpisując się w długi weekend czerwcowy, a więc w tzw Bella Ciao (nie wiemy czy tak w wolnym tłumaczeniu brzmi Boże Ciało, ale ekipie się spodobało ;))

Ekipa sardyńska

Sardynia była odkrywana przez nas w ostatnich latach dość intensywnie: wypady na romantyczne weekendy, dłuższe inspekcje czy rowerowe eksploracje.  Przy zamkniętych kortach w kraju, pogodzie do bani i wielkiej światowej pandemicznej niepewności wyspa wreszcie miała szansę stać się tenisową destynacją. Do tego hasła “słońce, tenis, zabawa” sprawiły, że na nasz wyjazd zapisało się ponad 60 osób! Wow. Liczba ta robiła nawet na nas wrażenie. Dotychczas mieliśmy już podobne grupy, chociażby na Laver Cup w Genewie, ale był to wypad weekendowy, gdzie wszyscy mieli 1 cel – zobaczyć debel Nadala z Federerem. Tu, na tygodniowym wywczasie, wspólnym mianownikiem był też tenis, ale w grupie znaleźli się nie tylko ci, którzy chcieli trenować, ale i fani rywalizacji na punkty i sportowych emocji przed telewizorem. A do tego amatorzy białych plaż, rowerów, wspinaczki skałkowej, statków pirackich, golfa i oczywiście wina.. I to wszystko wiedzieliśmy przed naszym pierwszym spotkaniem – większość osób, które zapisały się na wyjazd to zawodnicy krakowskiej Relaksmisja Tennis League i stołecznej Tennis Stars League oraz nasi przyjaciele i znajomi. 

Plan był taki, żeby część grupy poleciała z Balic, a część z Warszawy, ale loty z Krakowa zostały odwołane, więc cała banda spotkała się w podwarszawskim Modlinie. Tym sposobem zajęliśmy prawie połowę Ryanaira lecącego bezpośrednio do Cagliari. Na miejscu odebrał nas Skot, który czekał już z kluczykami do samochodów – 3 vanów i 9 osobówek. Postanowiliśmy że tak będzie przyjemniej – zamiast jechać autokarem na trasie lotnisko – hotel – lotnisko to na cały pobyt wynajęliśmy sobie auta. Relaksmisja Style 🙂 Dało nam to luz zwiedzania, nieskończone opcje wyskoków po zakupy czy swobodę w planowaniu dni. Droga z lotniska do hotelu na wschodnim wybrzeżu zajęła nieco ponad 2 godziny, po północy dotarliśmy na miejsce i można było zacząć relaks. Doskonała mozarella di bufala i wyśmienite salame picante czy inne prosciutta zagryzione chrupiącym grissini i popite zimnym frizzante wprowadziły nas w ten długo wyczekiwany stan. Włączyliśmy tryb: WAKACJE. 

Gdzie mieszkaliśmy?

Cala Liberotto to urocze miejsce, znajdujące się 12 km od Orosei  2 uliczki na krzyż, 1 sklep i 3 knajpki. Wokół tego wszystkiego majestatyczne sosny pinie – te charakterystyczne, przypominające baobaby drzewa znane z rzymskich ulic. Największą część Cala Liberotto zajmuje nasz hotel – 4-o gwiazdkowy Tirreno Resort, położony w 5-hektarowym ogrodzie pełnym palm, świerków i egzotycznej roślinności, 50 m od piaszczystej plaży. Mamy tu korty tenisowe, pole do mini golfa, największy basen jaki kiedykolwiek widziały nasze dzieci, sala konferencyjna w której oglądamy Rolanda Garrosa i restauracja serwująca cudowne jedzenie – to mamy w cenie 2 razy dziennie. Śniadania to wybór pomiędzy owocami, owsiankami i jajami na milion sposobów, a kolacje – palce lizać rybki, mięsa, warzywa, sardyńskie specjały, niekończące się wino z kija i tiramisu, panna cotty i inne gelatos. Zatoka przy hotelu idealnie nadawała się do kąpieli plażowych i morskich. Jest jedną z mniejszych i bardziej zacisznych plaż Zatoki Orosei, a jednocześnie jest również ciekawie zbudowana. Długa na 235 metrów plaża składa się właściwie z trzech mniejszych, półkolistych plaż, oddzielonych od siebie drobnymi skałami. To tu Gosia Domańska, nasza etatowa fizjoterapeutka, przeprowadzała nam treningi wzmacniająco – stabilizująco – rozciągająco – wykańczające 🙂 Oprócz tego nasi podopieczni mogli liczyć na Gosi masaż, tejpowanie i lecznicze ugniatanie. To przydało się wielu zawodnikom!

Treningi

Forma musiała być bo codziennie o poranku czekała nas mocna dawka tenisa. Do naszej dyspozycji były 4 korty od 8 do 14, a do tego niespełnieni tenisiści mogli wynająć sobie korcik po południu. Graliśmy więc non stop. Wszyscy gracze podzieleni zostali na 3-4 osobowe grupy, które w miarę życzeń lub możliwości rotowaliśmy, tak by z 1,5-godzinnego treningu wyciągnąć jak najwięcej, by każdy sprawdził się w odbiciach z jak największą liczbą współ-kuracjuszy i miał możliwość podszkolenia się pod okiem różnych trenerów. A tych mieliśmy 4: Mateusza Stawowiaka – mistrza naszej ligi i trenera z doświadczeniem austriacko-majorkowym; Matusz Kulczyckiego – trenera wielu naszych wypraw do Australii i Azji; Roberta Kołakowskiego – aktualnego wicemistrza akademickiego z Katowic oraz byłego mistrza Rumunii i trenera rumuńskich zawodniczek na Wimbledonie i Rolandzie Garrosie – Dorina Piposi.

Pozatenisowe atrakcje

Nie bylibyśmy Relaksmisją, gdybyśmy nie wymyślili dla naszych podopiecznych “atrakcji dodatkowych”, które urozmaiciły nam popołudnia. Było miasteczek odwiedzanie, winobranie, ale i rejsy i rajskich plaż odkrywanie. W naszej załodze znaleźli się nie tylko doświadczeni tenisiście, ale i nieco młodsi, tacy, którzy 1 czerwca obchodzili swoje święto. Dla nich, na jednej z najpiękniejszych plaż Europy – Spiaggia del Principe, która jest “księżniczką” Szmaragdowego Wybrzeża – zorganizowaliśmy Wielki Międzynarodowy Konkurs Budowania Zamków z Piasku. Powstały przepiękne budowle, które idealnie wpisywały się w skałkowy krajobraz, z białym piachem i błękitną wodą w tle. Zwycięzcy – wszyscy zajęli pierwsze miejsce – otrzymali okolicznościowe magnesy, naklejki i przyrządy do puszczania mydlanych baniek. Na bogato 🙂

Inną wycieczką, na którą wybraliśmy się w ramach “odpoczynku od tenisa” była przejażdżka przez cudowne góry Gennargentu – najwyższego pasma wschodniego wybrzeża – do Gala Gonone. To jedna z naszych ulubionych miejscówek na Sardynii, niegdyś mała rybacka wioska, a teraz mekka miłośników wspinaczki, nurkowania, kajakowania po szmaragdowym morzu, leżenia na plaży i wędrówek. Otoczona jest błękitnymi wodami i skalnymi klifami, a także plażami dostępnymi tylko z wody. Wypożyczyliśmy więc 9 łódek i przez pół dnia przecinaliśmy taflę Morza Tyrreńskiego odkrywając jaskinie, skalne korytarze i najpiękniejsze plażowe perełki takie jak Cala Goloritze czy Cala Luna.  

Relaksmisja Open

Tydzień na korcie wyłonił 2 najlepszych spośród nas – u Pań triumfowała Nadia Stawowiak z Krakowa, a najlepszym tenisistą okazał się Marek Salak z Warszawy. Zwycięzcy Relaksmisja Open otrzymali puchary i tygodniowy pobyt w Zakopanem na naszym sierpniowym obozie w Tatrach. Wszyscy uczestnicy natomiast do późnych godzin nocnych zajadali się tortem, tańczyli nad basenem i oglądali mecz mistrzów – przed pokaźną publicznością, w światłach reflektorów i z falą niczym na Marakanie zagrali ze sobą nasi trenerzy. Tydzień plażowania (na korcie też) natomiast sprawił, że każdy z nas finalnie miał to upragnione, brązowe Bella Ciao! A piosenka włoskiego ruchu oporu stała się wyjazdowym hymnem.

Poczytaj sobie...

Relacje z wyjazdów

Sunshine Double 2018

Zabieramy Was znów na daleką wyprawę, ale tym razem na zachód. Marzec

Polecamy wyjazd:

Zakończ zimę na Kanarach i graj w tenisa w Abama Tennis Academy